środa, 28 czerwca 2017

Mieszanka wybuchowa

Przy trudnościach jakie sprawia uciążliwa choroba przewlekła,
nie sposób trzymać nerwy na wodzy.
Zwłaszcza wtedy, gdy to choroba przejmuje panowanie nad życiem.



Moje życie kręci się wokół choroby i to jest cholernie uciążliwe. W wielu aspektach jestem uziemiona a ja nie znoszę ograniczeń. Przystosowanie życia codziennego pod kątem choroby to nie lada sztuka. Nie oszukujmy się, żyjemy w społeczeństwie które nie szanuje własnego zdrowia. Wszyscy jedzą mięso z ziemniakami i chleb do wszystkiego, popijając mlekiem. I pewnego dnia okazuje się, że organizm ma tego dość i wszystko jest do odstawienia. A wtedy co? Jak na nasze społeczeństwo przystało zaczyna się litania narzekania... I już na starcie jestem dyskredytowana, oceniana i traktowana jak wariatka. To nie sprzyja procesom zdrowienia. Jest źródłem frustracji. Ciężko jest samemu zaakceptować chorobę, jeszcze ciężej jest gdy otoczenie ma nas za nieudaczników.

Ja też czuję się jak nieudacznik, wybrakowana, niekompletna... a prawda jest taka, że ja i moja choroba tworzymy wspólną całość. Choroba odbiera pewne przywileje ale również obdarza zupełnie innymi. Czasami głowa mi pęka od nadmiaru informacji, bo jednym z przywilejów chorowania jest zdobywanie wiedzy. W kwestii metod leczenia jestem totalnie otwarta, więc wiem coraz więcej i więcej. 

Wielokrotnie też mam nieodparte wrażenie, że żyję w pierdolonym zamkniętym kole. Od operacji, do operacji; od bólu do bólu; od tabletki do tabletki, od wkurwu do wkurwu, od kryzysu do kryzysu; itd... Zupełnie tak jakbym musiała odrabiać wciąż te same prace domowe, bić się z wiatrakami albo słuchać tej samej zdartej płyty. 

Mnie frustracja ogarnia zawsze wtedy kiedy czuję się bezsilna i bezradna. Jak życiowy przegryw. Od kilku lat usiłuję zebrać moje zdrowie do kupy i wciąż to się nie udaje tak jak trzeba. Dlatego cały swój czas poświęcam ciągłemu szukaniu wiedzy, odkrywaniu kolejnych metod i sposobów na uruchomienie reakcji obronnych przed chorobą. Bo ja nie walczę, już jakiś czas temu uznałam, że walka nic nie daje. Walcząc prędzej czy później człowiek wysiada... z wyczerpania ciągłej bitwy na polu walki. Więc postanowiłam zmienić tor z walki na mobilizację. To już nawet nie chodzi o to, żeby mnie nie bolało. Chodzi o obronę przed atakiem. 

Po tylu latach udręki w końcu udało mi się wypracować schemat wychwytu pozytywnych reakcji w najbardziej chujowych i beznadziejnych sytuacjach. Dlatego nawet jak mówię, że jestem załamana to i tak dalej robię swoje. Ponieważ widzę i odczuwam efekty swoich poczynań. Dzięki temu, że podjęłam się współpracy z własnym organizmem. Walka niesie za sobą ciągłe napięcie a te = stres. Stresu mi nie brakuje, jednak jest on w znacznie mniejszym natężeniu niż w przeszłości. Efekty dają mi wiarę we własne możliwości.

Jak to ktoś mi kiedyś powiedział, endometrioza jest po to by nauczyć pielęgnować siebie. Więc to gotowanie zdrowych posiłków ma być rytuałem i relaksem jednocześnie. 

Dobrze jakby jeszcze, był jakiś zysk finansowy z tego wszystkiego. Choroba chorobą ale życie kosztuje. Dlatego tak bardzo wkurwia mnie brak pracy co przekłada się na fatalne samopoczucie i samoocenę. Nie jestem w stanie pogodzić się z tym, że choroba uziemiła mnie na tyle, że nie mogę pracować. Momentami mam dość ciągłego tłumaczenia sobie, że to przejściowe. Ale to przecież takie życiowe, wydaje się że już wyjdę na prostą a potem JEB! Kolejna operacja... jeśli potwierdzi się guz w ścianie pęcherza moczowego, to moje uziemienie potrwa jeszcze długo...



6 komentarzy:

  1. Cholewka jasna,współczuję z całego serca,pewnie nie o to Ci chodzi,niewiele piszesz o swoich chorobach,właściwie o tym guzie w ścianie pęcherza moczowego,ja na Twoim miejscu coś bym sprobowała naturalnego,ponoć mozna zasuszyć takie guzy,mięśniaki czy torbiele,cysty.

    OdpowiedzUsuń
  2. Choruje m.in. na endometrioze od 10 lat o czym pisałam wiele razy. Tak samo jak o metodach naturalnych leczenia, które stosuję.

    OdpowiedzUsuń
  3. jesteś niesamowicie dzielną osobą... wiem nie jest łatwo Tobie... szczególnie kiedy chciało by się pracować itd... sama nie pracuje choć mogłabym... jeszcze jakiś rok musze poczekać... dokładnie walczyć z chorobą czasami może tylko pogorszyć sparwę ale może współgrać z nia jest czymś lepszym...

    OdpowiedzUsuń
  4. Aniu załóż własną działalność gospodarczą

    OdpowiedzUsuń
  5. To pytanie zadaje sobie niejedna osoba, nie znam Cię osobiście więc nie wiem w czym jesteś dobra. Widzę Cię w jakimś spokojnym domowym zajęciu - ozdabianiem, tworzeniem małych pięknych rzeczy, kobiecych, coś co opiera się niekoniecznie na wielkiej sztuce lecz fajnym i chwytliwym pomysle. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń